Przed nami wyprawa do Peru. Jest nas cała 17. Wielu z nas to stali Bywalcy tras z ESTĄ: Zosia, Rysio, Mila, Basia K.. Mamy też Znajomych z innych tras, których ESTA gościć będzie po raz pierwszy: Małgosia, Jacek, Basia Ko., Marian. I zupełnie nowe Osoby: Ania, Justyna, Asia, Alina, Sarah, Marek, Tadeusz. Szesnastym jest Maciej i na koniec to ja zamykam grupę. Przemyciłam Macieja na II podróż poślubną.
Lecimy z Warszawy przez Amsterdam do Limy. Niestety wylot bardzo wczesny więc i zbiórka na lotnisku nawet przed świtem. Jesteśmy prawie w komplecie. Brakuje nam Basi Ko., ale dociera do nas z maleńkim spóźnieniem. Zdarza się. Ruszamy do odprawy. Nie jesteśmy jedyną grupą, która leci dzisiaj do Limy. Jednak to my odprawiamy się jako pierwsi i mamy jeszcze nawet chwilę wolnego przed odlotem.
Pierwszy lot mija dla większości z nas na śpiąco. W Amsterdamie mamy niewiele czasu, na tyle, żeby tylko przejść z bramki do bramki. I tu pakujemy się do wielkiej maszyny do Limy. Dopiero teraz tak naprawdę nasza grupa jest w komplecie. Ania dołączyła do nas dopiero w Amsterdamie – przyleciała z Mediolanu.
Miejsca zajęte i startujemy. Przed nami 12 godzin lotu. Ciągną się niesamowicie. Staramy się oczywiście zajmować najprzeróżniejszymi rzeczami, żeby zabić czas, ale ten wlecze się niesamowicie.
Docieramy do Limy o 17.00. Przestawiamy nasze zegarki aż o 6 godzin w tył. Na lotnisku dość sprawnie odprawa, tylko Tadeusz przy przechodzeniu przez bramki lotniska po naciśnięciu guzika musiał prześwietlić swój bagaż. Reszta bez problemu z bagażami !!!! wychodzi cało. A tu wita nas najprawdziwszy Peruwiańczyk i wszyscy idziemy do autobusu.
Pogoda piękna, powoli zapada zmierzch. Lima, która słynie z mocno zasnutego nieba na co dzień i swej wiecznej mżawki garua, dzisiaj powitała nas nawet lekkim błękitem nieba gdzieniegdzie. W drodze do hotelu większość z nas podsypia. Jesteśmy bardzo zmęczeni. Resztkami sił schodzimy na kolację, a potem zapadamy w głęboki i długi sen.
Jutro zwiedzanie stolicy.

