Biuro Podróży "ESTA" Estera Hess
ul. Azaliowa 5/2
62-002 Złotniki

Tel./fax 0 61 8 115 920
Tel. kom. 0 508 15 74 76
E-mail:  estera@esta.net.pl

 


7.11 Pierwsze spotkanie całej grupy na lotnisku Ławica w Poznaniu okazało się nie takie trudne, gdyż większość już się znała z wcześniejszych wyjazdów i stojąc już przy samym wejściu do hallu głównego w pełni uśmiechnięci wręcz przyciągali wzrok przechodzących innych podróżników mówiąc: Jedziemy do Stambułu:) Kilka informacji praktycznych, przedstawienie się i już zmierzaliśmy do pierwszej odprawy by wysłać bagaże bezpośrednio do Stambułu. Stamtąd  przejście przez ochronę i chwilę później już wszyscy zmierzaliśmy na pokład pierwszego samolotu do Monachium. Lot minął szybko, czas na przesiadkę również okazał się zupełnie wystarczający. Małe schody pojawiły się dopiero w samolocie, kiedy pilot poinformował nas o niesprzyjającej pogodzıe w Stambule - gęsta mgła - przez co dopiero po ok. godzinie dostaliśmy pozwolenıe na wylot. Na szczęście w powietrzu lot przebiegł sprawnie i ani się obejrzeliśmy a już byliśmy na lotnisku w Stambule. Tu równıeż musieliśmy czekać na zwolnienie nam miejsca przez inny samolot co powoli zaczęło również zastanawiać pilota, o czym nie omieszkał nas poinformować. Ostatecznie udało się wysiąść z samolotu, odebrać wszystkie bagaże, a w sali przylotów już czekała na nas osoba odpowiedzialna za przewiezienıe nas do hotelu. Pan recepcjonista bardzo dokładnie rejestrował każdą z osób, przez co do pokoi rozeszliśmy się ostatecznie ok 2:00 nad ranem:)
 
8.11 Dzisiejszy dzień zaczęliśmy od obfitego śniadania tureckiego popijanego mocną kawką po turecku. O 9:00 byliśmy umówieni z naszą przewodniczką lokalną - Nese, z którą udaliśmy się najpierw główną ulicą do położonego niedaleko hotelu Taksim Square. Stamtąd metrem i tramwajem do Topkapi, później lunch, pokaz dywanów i biżuterii, Błękitny Meczet, spacerek, cysterna, spacer na lokalną kawę i herbatę turecką i powrót do hotelu. Wracaliśmy taksi bo nie wyszło drogo, a wygodniej. Wieczorkiem wyszliśmy na kolację na rybny bazar. Co więksı smakosze zamówili sobie turboty, inni owoce morza: kalmary, krewetki, jeszcze inni wybierali co ciekawsze i śwıeże rybki prosto z bazaru by spróbować nowych smaków. Z kolei nasze wyjazdowe singielki zamówiły kılka dań by spróbować wszystkiego, m. in. duszone bakłażany, smażone makrele a dla kontrastu móżdżek barani, który dobrze spryskany sokiem z cytryny jest całkiem smaczny. Do tego oczywiście odpowiednie winka oraz piwa tureckie. Anita, jako wytrawny smakosz,  postanowiła zamówić również typowy deser turecki. Na stole pojawił się więc puding ryżowy, banany polane miodem i posypane orzechami oraz chałwa na ciepło z orzechami. Po tylu znakomitych daniach ciężko było się ruszyć w dalszą drogę. Jednak po krótkiej sjeście ruszyliśmy w drogę powrotną do hotelu pełni oczekiwań na kolejny dzień, gdzie poza głównymi punktami programu co bardziej spragnieni będą mogli spróbować fajki wodnej bądź kąpieli w typowej łaźni tureckiej. Jutro wracamy z dalszą relacją:)
Ps. Obecnıe czesc grupy jeszcze dokladnıe zwıedza hotel.  Integracja zaczela sıe w hallu, poprzez Buısness center, a zakonczyla jak zwykle w jednym z pokoı. Wspolnıe stwıerdzılısmy ze chyba nasze duze poczucıe humoru przywolalo pana managera, ktory z nıesamowıta uprzejmoscıa ale rownıez stanowczoscıa zaproponowal nam przebywanıe we wlasnych pokojach.
9.11  Dzisiejszego dnia zwiedzaliśmy najważniejsze zabytki starego Stambułu. Dzień jak zwykle rozpoczęliśmy od  pysznego śniadania. Następnie już po spotkaniu z Nese udaliśmy się wspólnie w kierunku Hagia Sophia. W Świątyni Mądrości Bożej (dziś przekształconej w muzeum) spędziliśmy 1,5 h, zwiedzając dokładnie przestrzenną, pięknie zdobioną mozaikami i marmurami budowlę. Kolejnym punktem zwiedzania był Wielki Bazar, jednak zanim tam dotarliśmy Nese zaprowadzila nas na typowego kebaba tureckiego. Nie wszyscy jednak byli zadowoleni przygotowaniem go, gdyz różni się on znacznie od kebabów, które możemy kupić w Polsce. Oprócz mięsa dodaje się zwykle tylko cebulę, sałatę ewentualnie pomidora, raczej nie ma zwyczaju dodawania sosów. Część osób zdecydowała się na zamówienie dodatkowo ajranu, tj słonego kefiru, który jest doskonałym dodatkiem do lunchu. Jednak warto być przygotowanym na niespodziewane przyspieszenie przemiany materii pijąc go. Inni domówili kawkę turecką bądź herbatkę i tak oto najedzeni i napici udaliśmy się na zakupy. Tam kolejne półtorej godziny wolnego, a było po czym chodzić, gdyż w Wielkim Bazarze mieści się ok 4 tysiące sklepów, a pracuje ok 20 tysięcy osób. Dodając do tego liczbę turystów oraz lokalnych Turków przychodzących tu na zakupy, suma robi się niewyobrażalna. A jednak każdy z nas miał chwilę, by potargować się o chustę kaszmirową, jedwabną, dywan, naczynia ceramiczne, kolorowe lampy tureckie, złotą i srebrną biżuterię czy też inne produkty. Można było tam znaleźć naprawdę wszystko. Najważniejsze jednak było, by orientować się w terenie i nie zgubić drogi wchodząc w kolejną boczną uliczkę pełną kolorowych sklepów i zagadujących w najróżniejszych językach sprzedawców. Półtorej godziny okazało się dla większości czasem zupełnie wystarczającym i po zebraniu grupy w okolicznej kawiarni Sturbucks udaliśmy się do Shisha Baru. Tam niektórzy po raz pierwszy skosztowali najpopularniejszej w Turcji jabłkowej fajki wodnej. Inni, wprawieni smakosze, instruowali nas jak wciągać powietrze, by nie zaszkodzić sobie ani sąsiadom. Początki były trudne. Jedna z shishy wylewała wodę  na stół, ponieważ ktoś pomylił wciąganie powietrza z wdmuchiwaniem...ale z czasem wszystkim szło już coraz lepiej, a i śmiechu przy tym było mnóstwo. Dodatkowo zamówiliśmy sobie tureckiego czaja zwykłego, jabłkowego oraz piwo. Towarzyszył nam również okoliczny kot, który rozsiadł się dokładnie po środku naszej grupy nie przeszkadzając sobie w popołudniowej drzemce:) Ok 16:30 zakończyliśmy wspólne przesiadywanie i podzieliliśmy się na 3 grupy. Anita wraz z Zosią, Olą oraz Andrzejem zdecydowali się na kąpiel w tradycyjnej tureckiej łaźni wraz z szorowaniem oraz masażem.  Część ekipy wracała taksówkami do hotelu, część zaś wracała wraz ze mną spacerkiem. Wybraliśmy drogę wąskimi, mniej znanymi uliczkami tak, by poznać atmosferę lokalnego Stambułu. Doszliśmy do Zatoki Złotego Rogu, gdzie już powoli zmierzchało. Stamtąd przez najsłynniejszy Most Galata, zawsze pełen wędkarzy oraz otwartych poniżej restauracji rybnych. Za mostem zaś uliczką galerii oraz sklepów muzycznych, mijając pięknie oświetloną wieżę Galata doszliśmy aż do głównej ulicy dzielnicy Pera ( tej, w której mieszkaliśmy), tj. Iztakal. O 19:00 byliśmy umówieni z resztą grupy na wspólną kolację, tak więc zmierzaliśmy już powoli do hotelu by chwilę jeszcze odpocząć przed wieczornym wyjściem.
Punktualnie o 19:00 spotkaliśmy się całą grupą i udaliśmy się do pobliskiej restauracji z najrozmaiciej przyrządzanym kebabem. Pan był bardzo wygadany i zarzekał się, że jeśli coś nie będzie nam smakować, nie będziemy musieli mu płacić. Nie wiedział w co się pakuje, gdyż w grupie mieliśmy przecież znawczynię wszelakiej kuchni- Anitę. Zamówiliśmy baraninę, kurczaka, wołowinę, pieczone bakłażany, sałatki, pieczony chleb z mięsem i wiele innych potraw. Do tego oczywiście piwo Efez bądź tutejsze winko. Wszystko okazało się wyśmienite. Pan, mimo że początkowo wydawał się podejrzany, został pochwalony za tak smaczne potrawy. My zaś,po mile wspólnie spędzonym czasie udaliśmy się powoli do hotelu. Po drodze jednak co niektórzy ulegli pokusie przepysznych tureckich puddingów i zamówili kilka, by spróbować wszystkich specjałów:) 
Ok 22:00 wspólnie spotkaliśmy się na integrację w jednym z pokoi hotelowych. Wspominając poprzednie podróże z Estą i oglądając przepiękne zdjęcia spędziliśmy dobre 2 godziny na wspólnych dyskusjach. W końcu nadeszła pora snu i zakończyliśmy kolejny długi dzień:)
10.11 Dziś podobnie jak wczoraj wyszliśmy z hotelu o 9:30. Kolejny raz szliśmy główną ulicą naszej dzielnicy - Iztakal - by spotkać się na placu Taksim z naszym nowym przewodnikiem- Özçanem. Okazał się on być bardzo miłym, pomocnym przewodnikiem  i ciekawie opowiadał, przez co grupa szybko go polubiła. Naszą uwagę poruszył fakt, że dziś wszystkie flagi tureckie są opuszczone do połowy, a uczniowie ubrani w odświętne  mundurki przechadzają się ulicami. Otóż to właśnıe 10 listopada o godzinie 9:05 w roku 1938 zmarł Ataturk, w związku z czym co roku Turcy wspominają ten dzień organizując specjalne uroczystości na cześć Ataturka i opuszczając flagi.
Zwiedzanie zaczęliśmy od przyjemnych zakupów na bazarze korzennym. Jest to miejsce o niesamowitym uroku. Mnóstwo tam kolorowych stoisk przepełnionych najróżniejszymi przyprawami, suszonymi owocami i świeżymi rybami, seramı, kończąc na ceramice, biżuterii czy kaszmirowych bądź jedwabnych chustach, które w Istambule widoczne są wszędzie. Pół godziny to zdecydowanie za mało by nacieszyć się atmosferą tego dużo mniejszego bazaru, ale miał być to dla nas taki przedsmak, by później tam wrócić na prawdziwe zakupy. Szczególnie trudno było wrócić na czas Anicie, dla której dobra kuchnia to podstawa, tak więc ten bazar okazał się być  bardzo trafny. Zaraz obok co niektórzy zrobili sobie spacer do bazaru zwierzęcego, gdzie można było zakupić u lokalnych Turków pijawki, gołębie, kaczki, bażanty, papugi, kurczaki, króliki, koty czy nawet psy. Było tu naprawdę wszystko, co związane ze zwierzętami. Co bardziej wrażliwi lepiej, by tu nie wchodzili, gdyż niektóre zwierzaki nie mają zbyt wygodnego życia na tym bazarze siedząc w klatce nıewyobrażalnie małej dla ich potrzeb. Ale wszystko ma swój turecki urok;) Zaraz obok bazaru korzennego oraz zwierzęcego stoi przepiękny siedemnastowieczny meczet zwany Nowym Meczetem, przed którym lokalni, starsi Turcy sprzedawali ziarno dla gołębi. Pogoda dziś była wręcz idealna by robić zdjęcia, tak więc nie zwlekaliśmy by uwiecznić to przepiękne miejsce. Zaraz po bazarze udaliśmy się w kierunku Meczetu Rustema Paszy, który zauroczyl swą niewielką budowlą w stosunku do innych meczetów Istambułu, a w środku wręcz oczarowywał dekoracją taflową z Izniku w kolorach od niebieskiego przez turkus do zieleni. Tam spędziliśmy chwile w skupieniu, po czym wspólnie udaliśmy się w kierunku portu, skąd mieliśmy wziąć łódź. Ku naszemu zaskoczeniu wynajęta dla nas łódź okazała się być jedną z nowszych i ładniejszych w Stambule. Gdy usiedliśmy na najwyższym poziomie, przy mocnych powiewach wiatru, ostrym kołysaniu Özçan opowiadał nam o miejscach które mijaliśmy płynąc Cıeśniną Bosfor. Popijając typową turecką herbatę bądź piwo, podziwialiśmy krajobrazy dookoła, nıe zauważając nawet kiedy rejs dobiegł końca. Wciąż idealna pogoda pozwoliła nam na popisy fotograficzne, gdyż widoki naprawde zauroczały:) Około 14 nadszedł czas na lunch. Wybraliśmy bardzo znane mıejsce w Zatoce Złoty Róg, tj  łódki grillujące codziennie świeże ryby i sprzedające jako fast food w pysznej bule z cebulką i sałatą. Usiedliśmy przy malutkich stoliczkach i zabraliśmy się za konsumpcję. Buła okazała się być całkiem smaczna, mimo swej niejako niskiej ceny ( 4 lıra) . Później mały spacerek po okolicy by dojść do sıebıe i o 15:15 spotkalıśmy się z przewodnikiem.
Udalısmy sıe do najstarszej herbacıarnı w Stambule, gdzıe zamowılısmy pyszna herbate turecka ale rownıez fajkı wodne. Oczywıscıe jablkowe;) Nıektorzy neı moglı oprzec sıe tutejszym dekoracjom sklepowym ı kupılı przepıekne czapkı tureckıe, bızuterıe badz nawet lokalny stroj. Po tak mılym odpoczynku poczekalısmy sıe z lokalnym przewodnıkıem ı spacerkıem po mnıej turystycznych ulıczkach zmıerzalısmy z powrotem w kıerunku Cıesnıny Bosfor. Gdy przechodzılısmy przez Most Galata robılo sıe juz pomalu cıemno. Mnostwo tybakow lowıacych tu calymı dnıamı ryby, powolı podswıetlane nocne mıasto ı nıezlıczone statkı plynace przez Zloty Rog tworzyly orıentalna calosc, ktora mozna przypısac tylko Stambulowı. Gdy znalezlısmy sıe juz po nowej stronıe Stambulu, dzıelnıe wspıelısmy sıe na jedno ze wzgorz by dojsc do Wıezy Galata. Co nıektorzy wystarszenı perspektywa wspınanıa sıe na wıeze po schodach zrezygnowalı, ale gdy dowıedzıelı sıe ze jednak jest wında, wszyscy zgodnıe udalıs eı na szczyt. Chyba nıkt nıe zalowal... Istambul oswıetlony noca dostaje nıesamowıtego uroku. Pıeknıe wıdzıelısmy podswıetlony palac Topkapı, Hagıe Sophıe, Blekıtny Meczet czy tez Most Bosforu laczacy Eurpe z Azja. Do pelnı uroku brakowalo jeszcze modlıdt Imamow w tym czasıe, ale na nıch musıelıbysmy czekac kolejne pol godzıny. tak wıec zrezygnowalısmy z tej opcjı. Zamıast tego. udalısmy sıe na ulıczke pelna sklepow z owocamı ı sklepow muzycznych, ktora prowadzıla bezposrednıo do Iztıkal, a wıec nıedaleko naszego hotelu. Tam wypılısmy swıezo wycıskany sok z granatow na orzezwıenıe (Co nıektorzy ronwıez sok z kıwı czy ananasa:)) ı udalısmy sıe na glowna ulıce Iztıkal. Przed namı byla podroz starym tramwajem jednowagonowymö na ktory czekalısmy kılka mınut. Gdy w koncu doczekalısmy sıe tramwaju, przejechalısmy caly glowny deptak podzıwıajac nıezlıczona ılosc sklepow ı z kazda mınauta narastajaca lıczbe turystow. Gdy dojechalısmy do Taksım square nalezalo pomyslec w koncu o kolacjı. Wybralısmy lokante turecka, w ktorej kazdy pokazywal jakıe jedzenıe chce ı mogl zobaczyc czy jest swıeze. Tam pozegnalısmy sıe juz jako grupa ı rozdzıelılısmy sıe, by zrobıc roznorodne zakupy. Wıeczor uplynal mılo na spotkanıu ıntegracyjnym u Jacka I Hanı, gdzıe wspomınalısmy najroznıejsze wyprawy. Jutro przedostatnı dzıen, w planach mamy zwıedzanıe ı ostatnıe zakupy:)
11 listopada. Dzisiaj dzień wolny, podzieliliśmy się więc na kilka grup. Jedni spacerowali po naszej dzielnicy zwiedzając dokładnie okoliczne uliczki z restauracjami i sklepami, inni postanowili zwiedzić jeszcze kilka wypatrzonych miejsc w starej części a jeszcze inni wraz ze mną udali się na dodatkowe zwiedzanie wynajętym busem. Przewodniczył nam Özcan i zaproponował trasę objazdową wokół starego miasta oraz przejazd mostem bosforskim na część azjatycką Stambułu. Trasę rozpoczęliśmy od wjazdu na najwyższe wzniesienie części azjatyckiej Stambułu, skąd rozpościerał się przepiękny widok na cały Stambuł, Cieśninę Bosfor, morze Marmara pełne małych wysepek i po drugiej stronie początek Morza Czarnego. Krajobraz był naprawdę piękny, a miejsce, jako że bardziej lokalne, nie przepełnione ludźmi, przez co z chęcią usiedliśmy na chwilkę zadumy przy tureckim czaju. Kolejnym punktem programu był jeden z pałaców letnich Sułtanów, wybudowany w stylu rokoko. Niestety ze względu na to, że w czwartki pałace są zamknięte nie mogliśmy wejść do środka, a jednak przyjrzeliśmy się miejscu dokładniej z bliska, robiąc małą sesję zdjęciową. Następnie udaliśmy się już na obfity lunch do jednej z położonych w zatoce restauracji. Każdy mógł sobie wybrać co chciał i ile chciał, tak więc wyszliśmy po lunchu niesamowicie najedzeni. Czas już byśmy z powrotem wrócili do Europy, tak więc udaliśmy się w kierunku dawnych murów obronnych miasta, których pozostałości mają 7,5 km długości, a zaraz pod nimi obecnie znajdują się prywatne ogródki działkowe. Po drodze odwiedziliśmy jeszcze na dosłownie 15 minut manufakturę skóry, gdzie Anita zrobiła jak zwykle rekordowy, bo 5 minutowy zakup - kurtki skórzanej:) Na zakończenie udaliśmy się do Kariye Camii, tj. Kościoła Św. Zbawiciela na Chorze, którego wnętrza zdobią niezliczone mozaiki i freski będące arcydziełami sztuki bizantyjskiej. Przedstawiają one między innymi całe życie Jezusa Chrystusa. Wnętrze pokryte jest również sprowadzanym z całego świata białym, zielonym oraz szarym marmurem. Całość robi takie wrażenie, że niektórzy nawet ośmielili się do oceny tego miejsca porównywalnej z Hagia Sophią. Zauroczeni maleńkim kościołem, przerobionym od czasów Republiki tureckiej na muzeum udaliśmy się w drogę powrotną do centrum starej części Stambułu. Tutaj została nam godzinka na ostatnie zakupy na Bazarze Korzennym i wizytę w Nowym Meczecie z XVII wieku. O 16:50 kierowca odebrał nas z pobliskiego placu i zawiózł do hotelu. Zadowoleni wspólnie podziękowaliśmy naszemu przewodnikowi za dostarczenie tylu cennych informacji i umówiliśmy się na wspólną kolację jak zwykle o 19:00 w hotelu.
O 19:00 udaliśmy się wspólnie na uroczystą kolację pożegnalną do knajpy Anatolia znajdującej się niedaleko bazaru rybnego. Zamówiliśmy polecane bardzo cienkie, nadziewane szpinakiem, serem bądź mięsem ciasto, dolmy ( kasza z mięsem owijana liśćmi winogron, kapusty bądź dodawana do warzyw) oraz na deser pudding. Wymieniliśmy wrażenia z całego dnia, wysłuchaliśmy kilku niesamowitych historii Anity, doprowadzających prawie każdego do śmiechu pełnego łez i nadeszła chwila podziękowań i pożegnań. Nim zdążyłam coś powiedzieć, zostałam zaskoczona przez grupę małym upominkiem pamiątkowym ( Dziewczyny trafnie przyglądały się mi podczas wyjazdu zauważając, że mam słabość do wszelkiego rodzaju do chust). I ja postanowiłam odwdzięczyć się w imieniu swoim i biura ESTA za wspólny, tak mile spędzony czas.I tu, w tej skromnej relacji ponawiam podziękowanie  oraz oznajmiam, że pilotowanie Wam było dla mnie wielkim zaszczytem:) Chcę również dodać, iż organizacja busa do Szczecina i terminu przyjazdu jest jak najbardziej rozważana:):) Dziękuję!!!:)
Ok 22:00 udaliśmy się wspólnie do hotelu, by tam spakować się przed wyjazdem, przysiąść na chwilkę przy ostatniej, wyjazdowej integracji i położyć się na kilka godzin  przed wyjazdem.

 
12 listopada: 3.00 rano, godzina nieludzka do wstawania nawet dla rannych ptaszków. A jednak wszyscy punktualnie, a nawet przed czasem zjawili się w umówionym miejscu zbiórki. Dostaliśmy przygotowany dla nas sandwich na drogę, wymeldowaliśmy się z hotelu i wsiedliśmy do autokaru czekającego już na nas przed hotelem. Na lotnisku mieliśmy ostatnią godzinkę na szybkie zakupy i mocną kawkę poranną i o 6:30 już wylatywaliśmy samolotem do Monachium. Z uwagi na silny wiatr, turbulencje towarzyszyły nam przez cały czas lotu, a jednak podróż minęła dość sprawnie. W Monachium przesiadka, oczekiwanie na kolejny lot przy kolejnych filiżankach kawy popijanych podczas rozmaitych dyskusji, aż nareszcie znaleźliśmy się już w ostatnim samolocie tej wyprawy zmierzającym bezpośrednio do Poznania. Na miejscu byliśmy o 12:30, pożegnaliśmy się z nadzieją na nowe wspólne wyjazdy, a w hali odpraw przywitała nas jak zawsze promieniując uśmiechem Estera we własnej osobie. Tu jeszcze raz uściski, krótka wymiana zdań i ostateczne już pożegnanie z uczestnikami. 
Do zobaczenia na kolejnej wyprawie!:)