Dzisiaj przed nami trasa widokowa. Catlins słynie z pasterskich klimatów i ogromnej ilości owiec. Zaopatrujemy się w mapy okolicy i ruszamy, niby każdy oddzielnie ale i tak spotykamy się na trasie wielokrotnie. Po drodze bardzo ładne małe przylądki wychodzące w morze, najdalej na południe wysunięty cypel, latarnie morskie, całe stada owiec na łąkach. Przystajemy nawet przy przedszkolu, gdzie są same małe owieczki. Potem znajdujemy włochate bydło. Mamy agroturystykę. Pogoda idealna do zdjęć, słońce w pełni.

Docieramy na miejsce, dziś nocleg w Dunedin. Nie spodziewaliśmy się, że miasto może się nam tak spodobać. Piękna architektura, wreszcie ludzie na ulicach, otwarte bary i kawiarnie.
Robimy zdjęcia w centrum, mieszkamy tuż obok, fundujemy sobie kawę, ciasto marchewkowe, sushi, piwo z tutejszego browaru a wieczorem gnamy kolejne 100 kilometrów. W małej miejscowości pingwiny i to bardzo rzadkie bo błękitne i żółtookie przekraczają kawał lądu by po wyjściu z wody schować się w swoich norkach. Na żółte docieramy zbyt późno, bo widzimy je już po drugiej stronie, gdzie stoją wtulone w kępki zielonej trawy. Ale w samą porę docieramy na pingwinki błękitne. Tu jest to zorganizowane podglądanie całej kolonii. Mają tu około 200 sztuk, nam udaje się zobaczyć pierwszą grupę około 30 ptaków, część z nich wraz z pierwszą wielką falą ląduje na brzegu pośród kamieni i skrobie się zawzięcie coraz wyżej i wyżej, inne są spłukiwane do wody, jeszcze inne przycupnęły za kamieniem czekając na swoich partnerów, którym nie udało się wygrzebać na ląd od razu.
Poddajemy się jednak po pierwszej kolonii, mimo zapewnień pani, że mamy poczekać bo będzie więcej wiemy na czym ta wędrówka polega i nie mamy ochoty marznąć, a wiatr coraz bardziej przenikliwy. Przed 23 jesteśmy na miejscu.
Plany na jutro i odpoczynek.
To nasz przedostatni nocleg w Nowej Zelandii. Jutro przejazd do Christchurch i pojutrze odlot do Sydney.
Drukuj
strona
projekt i wykonanie strony: yanah.info