Dziś o 8:30 wszyscy stawili się pod recepcją hotelową w pełni gotowi na nowe atrakcje. Zaczęliśmy od zwiedzania Mahamuni paya – drugiego po złotej skale najważniejszego miejsca pielgrzymkowego w Birmie. Wierzy się, że wizerunek 3,5 metrowego buddy, przechowywanego w tej pagodzie, został stworzony przez prawdziwego Buddę i żyje do dziś, przekazując swą niezwykłą moc wiernym. Postanowiliśmy sprawdzić, czy posąg ten faktycznie jest nietypowy. Panowie, którzy mogli podejść pod sam wizerunek i w ramach oddania czci przykleić płatki złota, opisali nam to doświadczenie jako niezwykłe. 

W Amarapurze, dawnej stolicy Birmy, o 10:15 każdego dnia karmieni są mnisi z tamtejszego klasztoru. My również uczestniczyliśmy w tym rytuale. Po raz drugi już podczas tej wycieczki mogliśmy obserwować, jakie smakołyki dostają mnisi na lunch. Oprócz podstawowego ryżu z mięsem i warzywami, pojawiło się ciasto, lody i wiele innych przysmaków. Dzisiejszymi darczyńcami jedzenia byli: birmańska para młoda wraz z rodzicami. Przeznaczyli oni na ten cel ok. 2000 dolarów. Klasztor ten był dużo bardziej zatłoczony przez turystów niż ten w Bago, ale warto było porównać życie mnichów w tym i innym regionie kraju.
Niedaleko klasztoru w Amarapurze znajduje się najdłuższy most tekowy świata, mający 1200 metrów długości. Robi niesamowite wrażenie, łącząc dwa brzegi jednego z okolicznych jezior. Z początku planowałam krótki spacerek, by grupa się nie zmęczyła, ale wszyscy zgodnie stwierdzili, że przechodzimy cały most, musimy przecież dotknąć ziemi na drugim brzegu jeziora. Udało się ! Z małym opóźnieniem czasowym spotkaliśmy się z powrotem przy busie, dumni z przejścia 2,4 km przez jakże okazały most.
Udaliśmy się w drogę powrotną do Mandalay. W południowej części miasta zatrzymaliśmy się, by przyjrzeć się rękodziełu w rzeźbach z drzewa tekowego. Później wizyta w jednym z warsztatów wyrobów płatków złota, gdzie każdy z nas mógł się przyjrzeć ręcznej produkcji i zakupić piękne, złocone produkty.
Jako że nasza grupa jest wyjątkowa i chce zobaczyć zawsze jak najwięcej, postanowiliśmy po raz drugi przerzucić wizytę w jednym z klasztorów drewnianych na jutro, by z większym spokojem udać się dziś do Mingun. Do przystani dojechaliśmy spontanicznie załatwionymi rikszami, którymi jechaliśmy w parach, przyglądając się przy tym z bliska lokalnym rowerzystom, motocyklistom, którzy jechali wraz z nami główną ulicą. Po 15 minutach z uśmiechami na twarzy znaleźliśmy się znowu przy autobusie, który podwiózł nas pod sam brzeg najdłuższej rzeki Birmy - Irewada, którą mieliśmy dziś płynąć.
W przystani czekał już na nas prywatny statek, z pięknie ustawionymi leżakami. Za przejście na pokład robiła pojedyncza deska, a za barierkę bambus trzymany przez dwóch lokalnych. Wszyscy sprawnie przeszliśmy na pokład, zajęliśmy wygodne miejsca i szybko ruszyliśmy w drogę do Mingun płynąc ok. godzinkę. Niektórzy skorzystali z tego czasu by uciąć sobie krótką drzemkę( Dorota, Marek), inni bacznie obserwowali krajobrazy, by nie stracić żadnego pięknego kadru.
Gdy dopłynęliśmy na miejsce zwiedziliśmy niedokończoną pagodę króla Bothawpaya, największy dzwon z brązu na świecie – 90 ton oraz zrobiliśmy spacer wzdłuż okolicznych świątyń. Szczególnie widok z niedokończonej, 50 metrowej pagody był oszałamiający. Opłacało się wspiąć na górę, by zobaczyć piękne widoki na rzekę i cały kompleks świątynny.
W drodze powrotnej statkiem do Manadalay, przy złoto-czerwonym zachodzie słońca, zajadaliśmy lokalne banany oraz orzeszki ziemne, popijając je lokalnym złotym napojem oraz coca colą.
Na wieczór pozostał nam już tylko powrót do hotelu, gdzie pożegnaliśmy się z naszym przewodnikiem i zakończyliśmy kolejny, miły dzień,
Drukuj
strona
projekt i wykonanie strony: yanah.info