
Biuro Podróży "ESTA" Estera Hess
ul. Azaliowa 5/2
62-002 Złotniki
Tel./fax 0 61 8 115 920
Tel. kom. 0 508 15 74 76
E-mail: estera@esta.net.pl
Wszystko ok. tylko z internetem słabo - piszę właśnie jedną ręką drugą trzymając klawiaturę przy ekranie bo zgasło światło. Wyślę tekst a potem powalczę ze zdjęciami, chociaż przy tej prędkości wątpię, czy mi się uda.
Podróż minęła ok. Na lotnisku nikt na nas nie czekał, ale potwierdziła się opinia o życzliwości Kubańczyków - po nitce do klebka dotarliśmy do naszego przewodnika, który wcale nie był zestresowany tym, że go nie było tam gdzie powinnien. Ale przynajmniej zna angielski - nie jest to Szekspir ale można się dogadać, więc odetchnąłem. Wieczorny przejazd ulicami Hawany zrobił na nas dość dziwne wrażenie - kompletnie wyludnione ulice, ani jednego samochodu (przepraszam,
wyprzedziliśmy jednego malucha) ani człowieka tylko na wydawałoby się - oudziu kilkudziesięecioosobowa kolejka po chleb.
Nasz hotel jest w dzielnicy Miramar, pięknie położony wśród bujnej roślinności, tyle że oprócz hoteli i ambasad nic tu nie ma. Ale 5 gwiazdek, monumentalne lobby, pokoje wielkości boiska piłkarskiego,
czysto i ogólnie bardzo ok. Śniadanie super.
Jesteśmy już po przedpołudniowym zwiedzaniu Hawany - faktycznie jest tu w powietrzu coś takiego, że zaczynasz przebierać nogami w rytmie salsy ....
Po samochodowym zwiedzeniu części rewolucyjnej z 11 piętrowym portretem Che na fasadzie MSW całe przedpołudnie chodziliśmy po starej Hawanie.
Cudowne miasto, niestety w dużej części bardzo zniszczone, ale widać, że coś zaczyna się dziać - wiele obiektów w restauracji.
Piliśmy Mohito i jedliśmy lunch u Hemingway'a; wszyscy zdrowi i w dobrych nastrojach.
Wieczorem idziemy na nadmorski bulwar i strzelanie z armaty.
Po nasyceniu się atmosferą Hawany i pięknem jej kolonialnej architektury kolejny dzień poświęciliśmy na podziwianie kubańskich krajobrazów. Położona na zachód od Hawany prowincja Pinar del Rio znana jest przede wszystkim z uprawy tytoniu i produkcji cygar. W znajomości tajników uprawy tytoniu Jola okazała sie lepsza od naszego przewodnika. Ku naszemu rozczarowaniu cygara nie były skręcane na udach Kubanek ale na ciasno stłoczonych stołach w warunkach średniowiecznej manufaktury.
Udało nam się nabyć najlepsze, prezydenckie cygara Cohiba. Ale główną atrakcją była malownicza dolina Vinales z porośniętymi bujną roślinnością ostańcowymi wzgórzami o stromych zboczach zwanymi przez miejscowych głowami cukru lub śpiącymi słoniami. Pływaliśmy łódką po korytarzach jaskini, wjechaliśmy na panoramiczny punkt widokowy.
Żeby jednak całkiem nie oderwać się od cywilizacji wieczorem Chewroletem rocznik 1951 (Adam zapewnia, że jest to bardzo dobry rocznik) pojechaliśmy do wzniesionego jeszcze przed rewolucją hotelu National na słynną rewię Parisiene nie rozumiem, jak coś takiego mogło przetrwać na socjalistycznej
Kubie ale i Panie i Panowie byli zadowoleni.
Wczoraj po drodze do Trynidadu zwiedzaliśmy farmę krokodyli i to my jedliśmy krokodyla a nie on nas.
Dziś przed nami Trynidad.
Trynidad zachwycil nas pnącymi się w górę krętymi, brukowanymi hiszpańskim
brukiem uliczkami i pięknymi kolonialnymi domami baronów cukrowych. Cały dzień zwiedzaliśmy intensywnie - Trynidad colonial, quanchanchara, Cuba libre .....
O ile w Hawanie temperatura była zgodna z normami europejskimi (pierwszej nocy nawet popadało) o tyle w Trynidadzie zdrowo przekroczyła 30 stopni, więc nie mieliśmy nic przeciwko temu, że nasz hotel położony jest przy samej plaży.
Po wieczornej i porannej morskiej kąpieli wyruszyliśmy dalej przez słynną dolinę cukrowni, gdzie na niewielkim obszarze bylo w okresie świetności 50 takich obiektów. Całą dolinę dobrze widzieliśmy z 45,5 m. wieży jaką jeden z baronów cukrowych wybudował obok swojej rezydencji, by widzieć, czy któryś z
niewolników nie przerywa pracy.
Jadąc cały czas na pd wschód przez niezmiennie zieloną krainę dotarliśmy wieczorem do miasta Camaguey - jednego z 7 pierwszych miast Kuby założonych przez Diego Velasqueza.
Oprócz klasycznego zwiedzania mieliśmy okazję przejechać się rowerową rikszą (pojazdy nie napędzane benzyną stają się na Kubie coraz popularniejsze) i po raz pierwszy posiedzieć w barze "nie turystycznym"
razem z miejscowymi Kubańczykami.
Wczoraj przez Bayamo - pierwszą stolicę Kuby - i Bazylikę Matki Boskiej Opiekunki Kuby dotarliśmy do Santiago.
Po 2 dniach spędzonych w Santiago de Cuba lepiej poczuliśmy atmosferę Kuby.
Pierwszego dnia intensywne zwiedzanie - przepięknie położona i dobrze zachowana twierdza przy wejściu do zatoki, XVI w. dom Velasqueza, cmentarz gdzie oprócz monumentalnych grobowców bohaterów narodowych tablica jednego z założycieli Buena Vista z gitarą zamiast krzyża. Drugiego dnia samodzielne chodzenie po zaułkach pięknego, choć bardzo zaniedbanego starego miasta, kawiarniach a nawet obustronne próby zaprzyjaźnienia się z miejscową ludnością.
Varadero przywitalo nas wiatrem i chłodem (w nocy było 15 stopni) i na
licach uczestników zagościły marsowe miny ale koło południa pogoda a za
nią i nastroje się poprawiły).
Mamy duży ale położony na rozległym terenie kompleks hotelowy, tak że poza
posiłkami zbyt wielkich tłumów nie widać. Plaża ze ślicznym piaskiem przypomina Bałtyk, tyle że za wydmami zamiast sosen - palmy. No i woda jednak trochę cieplejsza....
Wczoraj zwiedzaliśmy najsłynniejsze na Karaibach jaskinie - najstarszy, bo otwarty w roku 1862 obiekt turystyczny Kuby.
Wszyscy czują się dobrze, choć coraz bardziej tęsknią za bliskimi. Dziś jeszcze wypoczynek na plaży, jutro zbieramy się do podróży do domu.